Hiszpańska Costa Brava na Szosie – Relacja z wyjazdu

Zima, zima i po zimie … a więc po zimie przyszedł czas na nasz Hiszpański Camp zorganizowany w drugiej połowie marca w Katalonii, a dokładniej w Lloret de Mar.

Miejsce które zostało przez nas wybrane jest świetną opcją na marcowe kręcenie, temperatura, ukształtowanie terenu w postaci płaskich odcinków, długich podjazdów oraz tras interwałowych, do tego świetnie utrzymane szosy, oraz wyrozumiali kierowcy, to wszystko składa się na to, że jest to miejsce bardzo lubiane przez miłośników 2 kółek.

Środa 15 marca sprzęt zapakowany do samochodu i wyruszamy w długą podróż, przed nami do pokonania 2300km, podróż mija spokojnie, w Niemczech dołącza do nas nasz kolega Kuba i jedziemy już do Hiszpanii na dwa samochody, po drodze kilka postojów, wszystko układa się zgodnie z planem i po 25 godzinach (czwartek) meldujemy się w Lloret, przywitała nas słoneczna pogoda, mimo zmęczenia każdy z nas marzył o tym aby wsiąść na swoją szosówkę i przekręcić przynajmniej kilka kilometrów, i tak też się stało, szybkie zameldowanie, wypakowanie bagaży, stroje kolarskie i ruszamy na rozkręcenie nogi, dojeżdżamy do Tossy de Mar oddalonej o 14 km kręcimy się po centrum, kilka fotek łyk wody, pogawędka na słońcu i udajemy się w drogę powrotną. Do hotelu wracamy już lekko padnięci, prysznic kolacja i do spania.

Piątek-czasu na długie spanie brak, szybkie śniadanie i udajemy się do oddalonego o 90km lotniska w Barcelonie, ponieważ tego dnia dołącza do nas Natalia. Wracamy do hotelu przed południem, słońce grzeje coraz mocniej, przebieramy się w stroje kolarskie i ruszamy na 90km rundę, gdzie czeka na nas 7km podjazd, zaczynamy spokojnie, kręcimy luźno, podjazd też poszedł bardzo przyjemnie, na szczycie piękny widok na morze i zjazd w jego kierunku, po kilku kilometrach docieramy wzdłuż drogi która wiedzie wybrzeżem i jedziemy z wiatrem do Lloret.

Sobota – koniec laby i czas brać się do roboty, w sobotę czekaliśmy na dwie grupy które miały przylecieć, jedna z Krakowa – lot do Girony oraz grupa z Warszawy lot do Barcelony. Godzina 17 wsiadam w samochód i udaję się na lotnisko w Gironie, po kilkunastu minutach oczekiwania meldują się: Grzesiek, Rysiek, Krzysiek,Paweł, Wiesiek, Grzesiek, Kazek, Robert i Bartosz – chłopaom humory dopisują i po pół godzinie meldujemy się w Hotelu gdzie czeka na nich kolacja, ja natomiast jadę na lotnisko do Barcelony, krótkie oczekiwanie i są oto oni : Gosia, Andrzej, Agata, Igor, Janusz, Michał, Szymon oraz Łukasz, mimo późnej pory są w znakomitej formie, 1 w nocy meldujemy się w Hotelu, późna kolacja czeka na wszystkich, siadamy w hotelowej restauracji, jemy oraz wymieniamy kilka zdań i  udajemy się do pokoi!

Niedziela – wbrew pozorom wszyscy meldujemy się na śniadaniu bardzo wcześnie, mimo tego, że trening zaczynamy dopiero o 11.30, spokojne śniadanie, kawka, krótkie polegiwanie, przygotowanie sprzętu i ruszamy… do pokonania runda 90 km, zaczynamy spokojnym tempem, w peletonie gwar, wszyscy rozmawiają miedzy sobą, dzięki czemu kolejne kilometry upływają bardzo szybko , ostatnie 30 km wzdłuż wybrzeża ze sprzyjającym wiatrem jeszcze poprawia nastroje, powrót do hotelu, rowery do garażu, kolacja i wieczorna krótka odprawa. Niedziela wydawała się być na początku dniem ciężkim ale był to cudowny dzień.

Poniedziałek – tradycyjnie wszyscy meldujemy się przed 8 na śniadaniu. Tego dnia oprócz naszej zaplanowanej trasy czeka nas jeszcze jedna atrakcja jaka niewątpliwie jest wyścig Volta Catalunya. Godzina 10.00 zbieramy się przed hotelem i ruszamy całą grupą w kierunku Calleli na start Volty,  w miasteczku meldujemy się odpowiednio wcześnie, dzięki czemu mamy możliwość podglądać zawodników przygotowujących się do startu, odwiedzamy drużynę Bora w której jeździ Rafał Majka oraz Paweł Poliański, robimy z chłopakami kilka fotek, odwiedzamy inne zespoły, miedzy innymi nasze CCC, które również startowało. 12.15 zawodnicy ustawieni na linii startowej strzał startera i pojechali, a za nimi nasza ekipa. Tego dnia naszym celem była miejscowość  El Masnou, a dokładniej kameralny plac z kawiarenką w której był czas na wypicie kawy, tego dnia łącznie do pokonania  110km w zupełnie płaskimk terenie wzdłuż linii brzegowej, pogoda dopisała , słoneczko oraz lekki wiaterek, który nie utrudniał jazdy. Po takim dniu można powiedzieć tylko jedno: wszystko co dobre szybko się kończy.

Wtorek – jak to już się przyjęło na naszych wyjazdach jak wtorek to ma być to mocny wtorek, najcięższy dzień z całego tygodnia, do pokonania 140 km i blisko 2 tys metrów w pionie z podjazdem o długości 27km. Liczby robią na pewno wrażenie, w grupie wyczuwalny był lekki niepokój ale, że każdy jest wojownikiem ruszyliśmy całą grupą, dojazd do podnóża 40km został przejechany w bardzo spokojnym tempie, wjazd do miasteczka Santa Celloni i zabawa się zaczyna jeszcze krótki postój, łyk płynów szybka pogawędka i ruszyliśmy, każdy spokojnie swoim tempem, kolejne kilometry upływały, wraz z wysokością malała temperatura , szczyt góry schował się w chmurach, i niestety załamanie pogody pozwoliło zdobyć szczyt tylko kilku osobą , początek zjazdu piekielnie zimy, ale wraz ze spadkiem wysokości robi się coraz przyjemniej, dojeżdżamy do podnóża góry zasiadamy w przydrożnej knajpce – kawka, makaron , zjeżdżają się kolejne osoby i tak całą grupą wracamy do Lloret. Wieczorne opowiadanie własnych przeżyć przy kolacji i butelce wina – wszyscy zachwyceni !

Środa – poranek, noga ciężka, czuć trudy dnia poprzedniego, trzeba się przełamać i wsiąść na rower. Do pokonania 80km skalistym wybrzeżem, trasa interwałowa z licznymi krótkimi podjazdami, dzięki pięknym widokom każdy zapomina, że coś go boli, że jest ciężko – kilometry uciekają jeden po drugim, jest miła atmosfera, jest czas na zdjęcia, filmy, słońce rozświetla twarze – czego można chcieć więcej ? chyba tylko i wyłącznie kolejnych takich dni ! Po powrocie zachwyt trasą, która została ogłoszona przez wszystkich najpiękniejszą.

Czwartek – prognozy zapowiadały deszcz, który zresztą nocą nas przestraszył, ale że natura zmienną jest obudziło nas słońce. Tradycyjnie już 10.00 start wszyscy gotowi, jedziemy w kierunku Tossa de Mar, tam się zatrzymujemy na chwilę, po czym ruszamy w kierunku Llagosterii, żeby do niej dojechać do pokonania mieliśmy jedno wzniesienie, w Llagosterii kierujemy się w stronę Sant Grau, czeka na nas podjazd 7 km, ze średnią nachylenia 7%, tempo idzie mocne dojeżdżamy na szczyt kilka metrów zjazdu i zatrzymujemy się pod kościółkiem usytuowanym w cudownym miejscu, skąd rozlega się widok na całe wybrzeże, po kilku minutach wszyscy się grupujemy i zjeżdżamy w kierunku wybrzeża, niewątpliwie ten kręty zjazd zasługuje na jeden z moich Top zjazdów. Część grupy kończy zmagania tego dnia na 70 km pozostała grupa dokręca kolejne 35 km i tak w godzinach popołudniowych wszyscy meldujemy się w hotelu.

Piątek – Wycieczka do Barcelony, która miała się odbyć w środę ale ze względu na prognozy została przełożona, co się sprawdziło, ponieważ piątek jako jedyny dzień był deszczowy. Podróż do Barcelony pociągiem, który porusza się wzdłuż wybrzeża. W Barcelonie zwiedzanie głównych punktów i powrót w godzinach popołudniowych do Lloret de Mar. Wieczorna kolacja, po której spotkanie podsumowujące cały tydzień, mieliśmy również okazję oglądnięcia w grupie zdjęć z całego tygodnia, atmosfera fantastyczna, i tym akcentem zakończyła się Hiszpańska przygoda na 2 kółkach.

Sobota – przywitało nas ponownie słońce ale niestety trzeba wracać do domów, część grupy wylot z Barcelony, pozostali Girona.

Tydzień kolarski dobiegł końca, chciało by się, aby w takim towarzystwie i  takiej scenerii trwał w nieskończoność. Świetni ludzie wspierający się na każdym kroku, każdy nadawał na podobnych falach, jazda w takiej grupie to sama przyjemność .

Dziękuje wam jeszcze raz za obecność i do zobaczenia na kolejnych Obozach

Piotr Twardosz

3 Responses to Hiszpańska Costa Brava na Szosie – Relacja z wyjazdu
  1. Koledzy ze sportcamp,

    To była wspaniała przygoda i Dzieki temu tez wielka przyjemność.

    Za profesjonalna organizacje, serdeczne podejście do każdej osoby i każdej sprawy serdecznie Wam dziękuje i wystawiam wpelni zasłużone 5+. Nie moglem uwierzyć ze o 1am po dojetarciu do hotelu będzie czekać na nas jeszcze kolacja ( a to tylko jeden z wielu pozytywnych przykładów).

    Macie moja najwyższa ocenę za profesjonalizm i atmosferę która tworzycie.

    Koledzy, raz jeszcze dziękuje

    Reply
  2. Wspaniała pogoda, wspaniałe trasy i wytrawne towarzystwo!!! Takiej rodzinnej atmosfery jak ze Sport Camp nie znajdziecie nigdzie!Chłopcy cały czas się rozkręcają i będzie na pewno jeszcze lepiej. Polecam każdemu. Gwarantuje że się nie zawiedzie.

    Reply

Leave a Comment